Reklama

Budowa żywego pomnika trwa

2018-10-10 11:21

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 41/2018, str. I

Bożena Sztajner/Niedziela

14 października już po raz 18. przeżywać będziemy w całej Polsce Dzień Papieski. To wyjątkowy czas, kiedy wszyscy jednoczymy się z najbardziej potrzebującymi młodymi ludźmi, dlatego też „papieskiej niedzieli” towarzyszą wystawy, koncerty, przedstawienia, a nade wszystko kwesty, podczas których wolontariusze zbierają pieniądze dla uzdolnionej młodzieży z ubogich rodzin. Stypendia dla nich przyznaje Fundacja Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. A wszystko ma swoje korzenie w roku 1999, kiedy po wizycie Ojca Świętego do Polski okazało się, że w kasie zostało 700 tys. zł. Te pieniądze stały się funduszem założycielskim „Dzieła Nowego Tysiąclecia”.

Fundacja postawiła sobie za cel zbudowanie żywego pomnika Jana Pawła II. Tym żywym pomnikiem ma być przyszłe pokolenie ludzi młodych, dobrze wykształconych i dobrze wychowanych.

Reklama

– „Promieniowanie ojcostwa” – hasło tegorocznego Dnia Papieskiego w Polsce przełożone zostało w naszej diecezji na prowadzone przez katechetów katechezy tematyczne poświęcone Ojcu Świętemu. Katecheci na szczeblu szkolnym i parafialnym organizują okolicznościowe apele papieskie i konkursy o Janie Pawle II. Ważnym projektem jest organizowana przez Wydział Katechetyczny zbiórka publiczna na rzecz Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” oraz organizowana przez proboszczów zbiórka przykościelna. Pierwsza z nich rozpocznie się w naszej diecezji już w piątek 12 października i potrwa do niedzieli 14 października. Wówczas młodzież kwestowała będzie w miejscach publicznych, zbierając środki dla stypendystów. Druga odbędzie się w „papieską niedzielę” 14 października przy każdym kościele diecezji sosnowieckiej. Pieniądze ze zbiórki przykościelnej proboszczowie osobiście przekazują na konto fundacji, a ze zbiórki publicznej trafią do wydziału katechetycznego i jednym przelewem przekazywane będą na konto Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Po rozpatrzeniu wniosków zarząd fundacji decyduje komu przyznane zostaną tegoroczne stypendia – wyjaśnia diecezjalny koordynator Fundacji DNT ks. dr Michał Borda. – Stypendia są jedyną szansą rozwoju młodego człowieka, który choć uzdolniony nie zawsze ma odpowiednie warunki i możliwości do dalszego kształcenia, dlatego należy tę akcję wspierać również swoim groszem – zaznacza p. Agata z Sosnowca, która każdego roku dołącza do zbiórki prowadzonej przed kościołami.

A na koniec warto zaznaczyć, że w ubiegłym roku ze zbiórki przykościelnej udało się zebrać kwotę 133 686 zł, a z pomocy skorzystało 39 stypendystów z naszej diecezji.

Tagi:
Dzień Papieski Dzieło Nowego Tysiąclecia

Letni obóz stypendystów tym razem w Legnicy

2019-01-30 11:36

Monika Łukaszów
Edycja legnicka 5/2019, str. IV

Archiwum redakcji
Stypendyści tuż przed wyjazdem na ubiegłoroczny letni obóz do Kielc

Blisko 700 osób z całej Polski weźmie udział w dniach od 8-15 lipca br. w letnim obozie stypendystów Fundacji Dzieła Nowego Tysiąclecia, który w tym roku odbywać się będzie także w Legnicy.

Podczas tygodniowego pobytu w stolicy diecezji grupa stypendystów, którą będą tworzyć studenci Fundacji, odwiedzi m.in.: Krzeszów, Legnickie Pole, Bolesławiec i Kowary. W ramach programu zaplanowano m.in. dzień skupienia, Msze św., a także poznanie naszego regionu. Podczas spotkań z mieszkańcami zaplanowano m.in. udział w niedzielnych Mszach św. we wszystkich legnickich parafiach. Tam młodzi ludzie, spotykając się z wiernymi, będą mieli okazję podziękować za wsparcie, które w ramach zbiórki przeprowadzanej podczas Dnia Papieskiego, pomaga im w kształceniu. Na zakończenie letniego obozu zaplanowano koncert w wykonaniu stypendystów, który odbędzie się w legnickim Rynku.

– Trzeba pamiętać, że to, co dokonuje Fundacja Dzieła Nowego Tysiąclecia nie wiąże się tylko ze stypendiami i przekazywaniem funduszy dla młodzieży z niezamożnych rodzin, ale jest to też bardzo konkretny program formacyjny, prowadzony w duchu myśli św. Jana Pawła II. Obóz, który jest proponowany młodym, łączy ze sobą przyjemne z pożytecznym. A zatem każdego roku młodzi ludzie mają okazję poznać jakiś nowy zakątek naszego kraju, ale w tym miejscu są też organizowane dni skupienia, konferencje, każdego dnia też uczestniczą we Mszy św. – mówi ks. Jarosław Kowalczyk, koordynator diecezjalny Fundacji Dzieła Nowego Tysiąclecia.

– Każdego roku takie obozy odbywają się w innym miejscu. W tym roku dostrzeżono także Legnicę, z czego bardzo się cieszymy, ponieważ nasz diecezja jest piękna i na pewno będziemy mieli co pokazać młodym ludziom i czym się poszczycić. W organizację pobytu młodych ludzi w Legnicy włączyła się diecezja, jak również miasto Legnica. Myślę, że po doświadczeniu ŚDM, kiedy gościliśmy tutaj dużą grupę młodzieży z całego świata, znamy gościnność legniczan i jesteśmy optymistycznie nastawieni. Wierzymy w to, że młodzi ludzie znajdą u nas gościnę i będą czuli się bardzo dobrze – dodaje ks. Kowalczyk.

Warto przypomnieć, że Fundacja, założona przez Episkopat Polski, istnieje, by zdolni uczniowie z biednych rodzin mieli szansę na dalsze kształcenie. W diecezji legnickiej jest obecnie ponad 20 stypendystów Fundacji. Są to gimnazjaliści, licealiści oraz studenci, którzy kształcą się na uczelniach w całej Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Jarecki: polityka ma być działaniem dla dobra wspólnego

2019-03-21 15:02

bp. Piotr Jarecki / Warszawa (KAI)

Jak budować wspólnotę i przezwyciężać wyniszczające społeczeństwo konflikty? Na czym polega chrześcijańska koncepcja polityki? Jaki powinien być cel sprawowanej władzy? Jakie wskazania dla polityków znaleźć można w nauczaniu Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka – na te pytania odpowiada bp Piotr Jarecki w przesłanym KAI artykule „Polityka w służbie dobra wspólnego”.

ARTUR STELMASIAK

Publikujemy treść artykułu:

Polityka w służbie dobra wspólnego

Tak uczy Kościół

I. Społeczna misja Kościoła

Każda osoba ludzka, obdarzona niezbywalną godnością i społeczną naturą, powołana jest do nawiązywania autentycznych relacji z innymi ludźmi, budowania wspólnoty, odpowiedzialności za nią i życia nią, by w atmosferze wzajemnej życzliwości, solidarności i współpracy, wzajemnego ubogacania się tworzyć społeczność ludzką na miarę człowieka, istoty rozumnej i wolnej, w której to społeczności każdy człowiek będzie mógł integralnie się rozwijać w ramach wspólnego dobra. Kościół powołany do tego, aby być „w Chrystusie jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK, n. 1). Jakie owoce przynosi w naszym społeczeństwie tak rozumiana misja Kościoła?

W naszej Ojczyźnie obserwujemy niestety narastające podziały, wzajemną wrogość, wyniszczające konflikty, brak woli budowania wspólnoty – mimo różnic – które są przecież nieodłącznymi elementami każdej rzeczywistości społecznej. Te wyniszczające konflikty źle świadczą o naszej kulturze – indywidualnej i zbiorowej. Jest to szczególnie bolesne w czasie, kiedy obchodziliśmy stulecie odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę. Czy naród i społeczność wewnętrznie skłócona, nie potrafiąca budować jedności wśród wielości może zasługiwać na miano niepodległej? Czy ciągle wzrastająca i podsycana wrogość, a nawet nienawiść, nie zniewalają człowieka i narodu? Czy nie czynią z narodu bezkształtnego tłumu, masy społecznej, która może być łatwo manipulowana przez różnego rodzaju ideologie, przedstawicieli partykularnych interesów, a nawet środowiska wrogie naszej Ojczyźnie? Rozdźwięk między pięknymi słowami wypowiadanymi podczas uroczystych celebracji a czynami będącymi zaprzeczeniem tych słów świadczy o głębokim kryzysie moralnym i swego rodzaju kulturowej schizofrenii.

To smutne zjawisko dotyczy także członków Kościoła Chrystusowego. Sytuacja, w której się znajdujemy, stanowi więc wyzwanie dla Kościoła, który poprzez nauczanie, uświęcanie i caritas chrześcijańską, ma przyczyniać się do budowania autentycznej wspólnoty sióstr i braci, wzajemnie na siebie otwartych, wzajemnie sobie pomagających, wzajemnie się ubogacających i wspólnie – bez wykluczania nikogo – budujących dobro wspólne naszej Ojczyzny. Jest to dobro całego człowieka, każdego człowieka i wszystkich ludzi.

Zaangażowanie w sprawy społeczne Kościół traktuje jako konstytutywną cechę swojej ewangelizacyjnej misji. Kościół zajmuje się tymi kwestiami nie po to, aby zdobyć dla siebie jakieś przywileje. Nie po to także, by opowiedzieć się za jedną lub drugą stroną konfliktu politycznego. Kościół czyni to dlatego, gdyż traktuje ewangelizację jako uobecnianie Królestwa Bożego w świecie. Głosi też, że zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości społecznej jest istotną częścią dzieła ewangelizacji oraz jest przekonany, że nie ma prawdziwego rozwiązania kwestii społecznej poza Ewangelią (por. CA, n. 5).

Przywołajmy w tym kontekście słowa papieża Franciszka: „Pasterze, korzystając ze zdobyczy różnych nauk, mają prawo wydawać opinię na temat wszystkiego, co dotyczy życia osób, ponieważ zadanie ewangelizacji pociąga za sobą i wymaga integralnej promocji każdego człowieka. Nie można już dłużej twierdzić, że religia powinna się ograniczać do sfery prywatnej i że istnieje tylko po to, by przygotować dusze do nieba. Wiemy, że Bóg pragnie szczęścia swoich dzieci także na tej ziemi, chociaż powołane są do wiecznej pełni, ponieważ stworzył On wszystko do użytkowania (1 Tym 6,17), aby wszyscy mogli z tego korzystać. Wynika stąd, że nawrócenie chrześcijańskie wymaga, abyśmy rozważyli ponownie w pierwszym rzędzie to, co dotyczy ładu społecznego i realizacji dobra wspólnego” (EG, n. 182).

Wiele jest przyczyn konfliktów i deficytu ładu społecznego w naszej Ojczyźnie. Niewątpliwie powinniśmy pracować nad podnoszeniem kultury relacji międzyosobowych i pracować nad spoistością społeczeństwa, nad kapitałem ludzkim i kapitałem społecznym. Ta praca formacyjna powinna być prowadzona w wielu środowiskach poczynając od rodziny, przez szkołę, na różnych jej poziomach, zrzeszenia społeczne, parafie, instytucje kultury, środki społecznego przekazu, media społecznościowe. W ostatnim czasie jednym ze źródeł konfliktów, jakby ich ogniskiem, jest życie publiczne naszej Ojczyzny: władza polityczna, demokratyczne państwo, podział władz państwowych. Powodem owych konfliktów są przeprowadzane zmiany systemowe, które – zdaniem wielu – ze względu na stawiane cele, a przede wszystkim stosowane metody, sprzeciwiają się demokratycznemu państwu prawa i podmiotowości społeczeństwa. Dlatego trzeba przypominać naukę Kościoła dotyczącą tych kwestii.

II. Istota polityki

Bardzo ważnym zadaniem w życiu obywatelskim i społeczno-politycznym jest przywrócenie polityce właściwego, naturalnego znaczenia. Obserwacja życia politycznego w naszym kraju skłania bowiem niejednokrotnie do stwierdzenia, że praktyczna realizacja polityki daleko odbiega od jej ideału, a nawet zaprzecza jej naturze. W najszerszym tego słowa znaczeniu polityka jest sztuką takiego urządzenia rzeczywistości społecznej, aby każdy człowiek mógł jak najpełniej i jak najszybciej się rozwijać, respektując prawa i obowiązki innych osób. Każdy człowiek, jako istota rozumna i wolna, a w związku z tym odpowiedzialna, ma prawo i obowiązek uczestniczyć w tym zadaniu. Ale są wśród nas tacy obywatele, którzy angażują się w tę dziedzinę „ex professo”, profesjonalnie. Chodzi o osoby uczestniczące aktywnie w samorządach, w partiach politycznych, w różnych instytucjach państwa. To oni właśnie, w szczególny sposób, powinni kierować się w swojej pracy właściwą koncepcją polityki. Sfera ta należy do kompetencji ludzi świeckich.

Kościół wysoko ceni tę dziedzinę aktywności społecznej człowieka. Nauka społeczna Kościoła nazywa politykę jedną z najwyższych form miłości bliźniego. Papież Pius XI, w przemówieniu do katolickich środowisk uniwersyteckich, użył określenia „miłość polityczna” i stwierdził, że polityka jest najszerszą przestrzenią miłości ustępującą tylko rzeczywistości religijnej. Paweł VI nauczał, że „polityka jest wymagającym sposobem – chociaż nie jedynym – zaangażowania chrześcijańskiego w służbie innym” (OA, n. 46). Naukę tę potwierdza także Benedykt XVI: „Obok dobra jednostek istnieje dobro związane z życiem społecznym osób: dobro wspólne. Jest to dobro „nas wszystkich”, czyli poszczególnych osób, rodzin oraz grup pośrednich tworzących wspólnotę społeczną… Tym bardziej skutecznie kochamy bliźniego, im bardziej angażujemy się na rzecz dobra wspólnego, odpowiadającego również jego rzeczywistym potrzebom. Każdy chrześcijanin wezwany jest do tej miłości zgodnie ze swoim powołaniem i swoimi możliwościami oddziaływania w polis. Taka jest droga instytucjonalna – możemy także powiedzieć polityczna – miłości, nie mniej ważna i wyrazista niż miłość urzeczywistniająca się w bezpośrednim kontakcie z bliźnim, bez instytucjonalnych mediacji w polis… Gdy działalność człowieka na ziemi jest inspirowana i wspierana przez miłość, przyczynia się do budowania powszechnego miasta Bożego, do którego dążą dzieje rodziny ludzkiej” (CiV, n. 7).

Taką koncepcję polityki i taki jej styl powinni przyjąć w swej działalności politycznej ludzie wierzący – katolicy, ale także wszyscy ludzie dobrej woli pragnący przez swe zaangażowanie polityczne budować dobro wspólne naszej Ojczyzny. II Sobór Watykański naucza: „Ci, którzy pragną wykonywać zawód polityka i posiadają odpowiednie uzdolnienia, niech przygotowują się do uprawiania tej sztuki zarazem trudnej i bardzo szlachetnej i starają się ją wykonywać, nie pamiętając o dobru własnym i korzyściach materialnych. Moralnie nienaganni i mądrzy zarazem niech występują przeciwko niesprawiedliwości, uciskowi, przemocy i nietolerancji, czy to jednego człowieka, czy partii politycznych; z uczciwością, sprawiedliwością, a także miłością i polityczną odwagą niech poświęcają się dobru wspólnemu” (KDK, n. 75).

III. Natura i cel władzy

Kwestią, która wymaga poważnego namysłu, przeprowadzenia rachunku sumienia i wprowadzenia niezbędnych korekt jest temat rozumienia i stylu sprawowania władzy państwowej w społeczeństwie. Konieczność istnienia władzy jest konsekwencją społecznej natury człowieka. Społeczność ludzka nie może być uporządkowana i owocna, jeśli nie ma w niej władzy, która zapewnia porządek i przyczynia się do budowania dobra wspólnego. Władza jednak nie może przekształcić się w siłę niekontrolowaną. Powinna odznaczać się zdolnością rządzenia zgodnie ze wskazaniami prawego rozumu i czerpać moc obowiązywania z porządku moralnego.

Zgodnie z nauczaniem społecznym Kościoła główną racją prawowierności władzy publicznej jest jej zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra. Stąd nawet demokratyczny jej wybór nie jest wystarczającym kryterium jej prawomocności. Dobro wspólne polega na poszanowaniu praw i obowiązków ludzkiej osoby. Dlatego głównym zadaniem sprawujących władzę w państwie jest uznanie, poszanowanie, ochrona i promocja tych praw oraz ułatwianie wypełniania odpowiadających tym prawom obowiązków. Podstawą legitymacji władzy nie jest jedynie wynik wyborów, ale także przestrzeganie praw człowieka. Historia uczy, że istnieje niestety możliwość przekształcenia się władzy zdobytej w drodze demokratycznych wyborów w dyktaturę, nie respektującą przyrodzonych i niezbywalnych praw osoby ludzkiej, które są niepodważalnym suwerenem. „Do wartości podstawowych i koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie „dobra wspólnego” za cel i kryterium rządzące życiem politycznym” (EV, n. 70).

II Sobór Watykański naucza: „Wspólnota polityczna istnieje zatem ze względu na dobro wspólne, w którym uzyskuje pełne usprawiedliwienie i znaczenie, i z którego czerpie pierwotne, właściwe sobie prawo. Dobro wspólne obejmuje zaś sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym ludzie, rodziny i grupy społeczne mogą w pełniejszy i szybszy sposób osiągnąć swoją własną doskonałość. We wspólnocie politycznej jednakże jednoczy się wielu rozmaitych ludzi i słusznie mogą oni skłaniać się ku różnym poglądom. Aby zatem wspólnota polityczna nie ulegała rozerwaniu w wypadku, gdyby każdy szedł jedynie za własnym zdaniem, potrzebna jest władza, która kierowałaby siły wszystkich obywateli ku dobru wspólnemu, nie w sposób mechaniczny ani autorytarny, lecz przede wszystkim jako siła moralna, która opiera się na wolności i świadomości wagi podjętego zadania… Władza polityczna, czy to we wspólnocie jako takiej, czy też w reprezentujących państwo instytucjach, powinna być sprawowana zawsze w granicach porządku moralnego dla osiągania dobra wspólnego, i to rozumianego dynamicznie, w zgodzie z porządkiem prawnym legalnie już ustanowionym lub takim, który dopiero powinien być ustanowiony” (KDK, n. 74).

Z punktu widzenia nauki społecznej Kościoła bezsporne jest, że władzę trzeba podporządkować prawu, po to, by była ona mądrze sprawowana. Nie powinno obowiązywać prawo silniejszego, ale siła prawa. Władza kontrolowana i kierowana przez prawo chroni przed przekształceniem się w przemoc, która jest władzą bez prawa czy przeciw prawu.

IV. Demokracja integralna

Po trudnych latach zniewolenia komunistycznego budujemy – od z górą trzydziestu lat – demokratyczną rzeczywistość naszej Ojczyzny. Dzięki pomocy Boga i zaangażowaniu szlachetnych ludzi, kierujących się dobrem Rzeczypospolitej, osiągnęliśmy wiele. Jednak – tak jak w każdej rzeczywistości społeczno-politycznej – nie uniknęliśmy błędów. Pozostają problemy do rozwiązania i pojawiają się nowe wyzwania. Wszystkim zaangażowanym w budowanie dojrzałej demokracji w naszej Ojczyźnie należą się słowa wdzięczności. Kościół bowiem – jak naucza Jan Paweł II – „docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów, a także – kiedy należy to uczynić – zastępowania ich w sposób pokojowy innymi. Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych partykularnych korzyści albo dla celów ideologicznych przywłaszczają sobie władzę w Państwie. Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej” (CA, n. 46).

Nauka społeczna Kościoła podkreśla, że autentyczna demokracja powinna być systemem, który zapewnia jak najliczniejsze uczestnictwo obywateli w życiu publicznym (por. Kompendium NSK, n. 191). „Żadna grupa społeczna, na przykład partia, nie ma prawa uzurpować sobie roli jedynego przewodnika, niesie to bowiem ze sobą, podobnie jak w przypadku każdego totalizmu, niszczenie prawdziwej podmiotowości społeczeństwa oraz ludzi – obywateli. Człowiek i naród staje się w tego rodzaju systemie przedmiotem, pomimo wszystkich deklaracji i werbalnych zapewnień” (SRS, n. 15). Osobista zemsta i żądza odwetu powinny być obce demokracji, a jeśli ze względu na ludzką słabość do nich dochodzi, powinny być jak najszybciej zastąpione rządami prawa (por. CA, n. 52). W dojrzałej demokracji prawo nie może być narzędziem szykanowania przez władzę niemiłych jej obywateli. Władze publiczne nie mogą ignorować naruszania prawa przez tych, z którymi sympatyzują, albo których chcą wykorzystać dla własnych celów politycznych. Obywatelom występującym w obronie Konstytucji należy się szacunek władz i innych obywateli.

W demokratycznym państwie istnieje problem właściwego ułożenia relacji między większością a mniejszością. Tak to ujmuje Kompendium nauki społecznej Kościoła, która zawiera wartości, zasady oraz normy postępowania w życiu publicznym obowiązujące wszystkich ludzi wierzących – katolików, ale stanowiące także ważne wskazanie mądrościowe dla wszystkich ludzi dobrej woli: „Aby zapewnić realizację dobra wspólnego, rząd każdego kraju ma szczególny obowiązek sprawiedliwego harmonizowania różnych partykularnych interesów. Uczciwe pogodzenie partykularnych dóbr grup i jednostek jest jednym z najdelikatniejszych zadań władzy publicznej. Poza tym nie można zapominać, że w demokratycznym państwie prawa, w którym decyzje zazwyczaj podejmuje większość reprezentantów woli społeczeństwa, osoby odpowiedzialne za sprawowanie rządów są zobowiązane do interpretowania dobra wspólnego ich kraju nie tylko zgodnie z poglądami większości, ale w perspektywie rzeczywistego dobra wszystkich członków obywatelskiej wspólnoty, włącznie z tymi, którzy stanowią mniejszość” (n. 169).

Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Jest dobrem zarówno większości, jak i mniejszości. Powinniśmy wykluczyć pozbawienie mniejszości – a więc opozycji – udziału w definiowaniu dobra wspólnego i interesu publicznego. Mniejszość zaś powinna konstruktywnie współpracować z większością i wystrzegać się postawy negowania wszystkiego a priori. Dobro wspólne powinno być określane i wypracowywane zarówno przez większość, jak i przez mniejszość w konstruktywnym i efektywnym dialogu i współpracy. Stosowanie powyższej zasady wpłynie na podniesienie jakości władzy ustawodawczej. Prawo ma swoją podstawę w dialogu społecznym, a nie wyłącznie w przewadze jednych nad drugimi. Ustawy uchwalane ze względu na doraźne potrzeby polityczne i aktualne emocje, w chaosie i pośpiechu, ustawy często zmieniane, są przykładem prawodawstwa zaprzeczającego uznanym zasadom przyzwoitej legislacji. Prawo trzeba budować na fundamencie wartości, a nie na lotnych piaskach zmiennych ideologii czy interesów. Wykładnia prawa, a zwłaszcza Konstytucji, powinna mieć za podstawę wierność wartościom konstytucyjnym, a nie interesom politycznym.

Jan Paweł II tak naucza: „W rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub „cudowny środek” na niemoralność. Jest ona zasadniczo „porządkiem” i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter „moralny” demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowana podobnie jak każda inna działalność ludzka: zależy zatem od moralności celów, do których zmierza, i środków, jakimi się posługuje. Jeśli wartość demokracji jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny „znak czasów”, co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski Kościoła. Ale wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera” (EV, n. 70).

V. Trójpodział władzy gwarantem właściwego funkcjonowania państwa

Tematem, który porusza wiele umysłów i serc w naszej Ojczyźnie i jest przyczyną konfliktów przybierających niepokojący i niebezpieczny dla całości życia społecznego kształt jest sposób urządzenia władzy państwowej oraz właściwe jej sprawowanie w demokratycznym społeczeństwie. Jedną z przyczyn tego zjawiska są zmiany dokonywane w systemie prawnym naszego Państwa. Przywołując Wielką Kartę nauki społecznej Kościoła – encyklikę „Rerum novarum” – Jan Paweł II tak naucza: „Leon XIII wiedział, że do zapewnienia normalnego rozwoju ludzkich działań, zarówno duchowych, jak i materialnych, jedne i drugie bowiem są niezbędne, konieczna jest zdrowa teoria Państwa. Dlatego w jednym z punktów encykliki Rerum novarum przedstawia on organizację społeczeństwa opartą na trzech władzach – prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – co w tamtych czasach było nowością w nauczaniu Kościoła. Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada „Państwa praworządnego”, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi” (CA, n. 44).

Takiej koncepcji przeciwstawiają się wszelkiego rodzaju totalitaryzmy, utrzymujące, że tylko jedna grupa ludzi posiada całą prawdę i stąd ma prawo do jej wprowadzania w życie społeczne, a nawet do jej narzucania. Takiej koncepcji Kościół się sprzeciwia, ponieważ stoi ona w sprzeczności z godnością człowieka oraz z podmiotowością społeczeństwa. Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym. Przyczynia się wtedy do promocji poszczególnych osób jak i do podmiotowości społeczeństwa „przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności” (CA, n. 46). Zasada podziału władz zakłada, że system organów państwowych powinien zawierać wewnętrzne mechanizmy zapobiegające koncentracji i nadużyciom władzy, gwarantujące jej sprawowanie zgodnie z wolą narodu i przy poszanowaniu wolności i praw jednostki.

Kościół naucza, że formy relacji między trzema władzami w dojrzałej demokracji nie są i nie powinny być ustalone raz na zawsze. Jest to tym bardziej oczywiste dzisiaj, w coraz bardziej dynamicznej, szybko zmieniającej się rzeczywistości społecznej. Dlatego zmiany w celu usprawnienia działania poszczególnych organów państwa w ramach ich kompetencji są możliwe, a nawet pożądane czy konieczne. Warunkiem dopuszczalności owych zmian jest to, że nie powinny one nigdy doprowadzić do hegemonii jednej władzy nad drugą, gdyż prowadziłoby to do degeneracji demokracji, a w konsekwencji do powolnego jej niszczenia z ciężkim uszczerbkiem dla pokojowego współżycia społecznego i integralnego rozwoju. Prowadziłoby to także do zafałszowania roli demokratycznego państwa w podmiotowym społeczeństwie.

Jan XXIII tak naucza w encyklice „Pacem in terris”: „Uważamy za zgodną z naturą ludzką taką organizację prawno-polityczną wspólnoty ludzkiej, która jest oparta na właściwym podziale władz, odpowiadającym trzem specyficznym funkcjom władzy publicznej. Kompetencje i działanie władz publicznych są zdefiniowane w terminach prawnych… Stanowi to gwarancję dla obywateli w respektowaniu ich praw i wypełnianiu obowiązków” (PT, n. 68). Papież stwierdza także, że każda z trzech władz powinna wypełniać swoje zadania zgodnie ze swymi kompetencjami. Władza ustawodawcza powinna stosować się do porządku moralnego i norm konstytucji. Władza wykonawcza powinna dobrze znać prawa, z mądrością je stosować po dokładnym zbadaniu wszystkich okoliczności. Władza sądownicza powinna kierować się prawością, bez ulegania naciskom żadnej ze stron, zapewniając opiekę dla praw obywateli i ciał pośrednich oraz ochronę prawną w wypełnianiu ich obowiązków (por. PT, n. 69).

Wiele kontrowersji, a także wzburzenie i krytykę, powodują zmiany dotyczące niezależności sądownictwa. Ustrojowy sens władzy sądowniczej polega na tym, że jest ona strażnikiem godności człowieka, strażnikiem wartości uniwersalnych, ponadczasowych. W sytuacji nierespektowania tych wartości przez większość parlamentarną władza sądownicza ma możliwość dokonania korekty ze względu na wartości, które kultura praw człowieka uznaje za niezależne od jakiejkolwiek władzy. Zgodnie z nauczeniem społecznym Kościoła znawcy konstytucjonalizmu stwierdzają, że bez zasady niezawisłości sędziowskiej nie można mówić o istnieniu demokratycznego państwa prawnego. Prezentowany jest pogląd, że podporządkowanie sądownictwa powszechnego kontroli większości parlamentarnej wykraczającej poza zakres podległości sędziów konstytucji i ustawom byłoby równoznaczne z ograniczeniem zdolności suwerena do sprawowania zwierzchnictwa niezależnie od partii politycznych, które odniosły zwycięstwo wyborcze. W świetle stanowiska doktryny prawa konstytucyjnego w konsekwencji nastąpiłoby zatarcie granic oddzielających sprawujące władzę publiczną partie polityczne od państwa, a zamiast dobra wspólnego celem aktywności politycznej stawałoby się w coraz większym stopniu zdobycie władzy przez rywalizujące ugrupowania. Niezależność władzy sądowniczej od polityków ma istotne znaczenie dla zapobieżenia przekształcaniu demokracji konstytucyjnej w swego rodzaju zwierzchnictwo większości, prowadzące do faktycznego przekształcenia suwerenności narodu w dyktaturę wyborczą.

Jan Paweł II w swoim przemówieniu do przedstawicieli Narodowego Kongresu Prawników Włoskich tak nauczał: „Konstytucje państw współczesnych definiując relacje jakie istnieją między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, gwarantują tej ostatniej konieczną niezależność w ramach prawa. Ale ta niezależność jest wartością, której ma odpowiadać żywe poczucie prawości w sferze poszukiwania prawdy, pogodny obiektywizm sądzenia. Niezależność sądów nigdy nie powinna być praktykowana bez respektowania wartości zakorzenionych w naturze osoby ludzkiej, której niezbywalna godność i transcendentne powołanie powinny być zawsze respektowane” (31 marzec 2000 r.).

Jako Polacy jesteśmy dziedzicami ponad pięćsetletniej tradycji państwa prawa w Rzeczpospolitej. Jest to wielkie a zarazem zobowiązujące dla nas wszystkich dziedzictwo dziejowe. Za to szlachetne dziedzictwo jesteśmy wszyscy w najwyższym stopniu odpowiedzialni. Najwyżsi przedstawiciele władzy naszej Ojczyzny dnia 25 stycznia 2007 r., zapisali w Pro Memoria następujące słowa: „Świadomi, że dobre prawo i dobre obyczaje – obowiązujące tym mocniej im wyższy urząd i godność przyszło komu sprawować – są konieczne dla prawidłowego rozwoju Narodu, Państwa, wspólnot samorządowych i żyjących w nich obywateli, z satysfakcją potwierdzamy nasze głębokie przywiązanie do tradycji oraz zasad demokratycznego państwa prawa, a także determinację w ich kultywowaniu, mając na względzie ogromne znaczenie tych zasad dla Polski i innych państw Unii Europejskiej”. Słowa te stanowią drogowskaz w kształtowaniu dobra wspólnego Rzeczypospolitej.

VI. Mądrościowy wymiar polityki

Współczesna cywilizacja charakteryzuje się coraz większą ilością informacji i wiedzy, czemu nie zawsze towarzyszy większa mądrość. Dotyczy to wielu dziedzin życia, w tym także polityki. Kościół katolicki mający wielkie doświadczenie w sprawach ludzkich (por. PP, n. 13), poprzez swoją misję ewangelizacyjną, pragnie przyczynić się także do ubogacenia polityki wymiarem mądrościowym poprzez upowszechnianie nauki społecznej. Zwrócił na to uwagę papież Benedykt XVI w encyklice „Caritas in veritate”. „Nauka społeczna Kościoła, posiadająca ważny wymiar interdyscyplinarny,... może odegrać niezwykle skuteczną rolę. Pozwala ona wierze, teologii, metafizyce i dyscyplinom naukowym znaleźć swoje miejsce w ramach współpracy w służbie człowieka. Zwłaszcza w tym zakresie nauka społeczna Kościoła wciela w życie swój wymiar mądrości… Pośród przyczyn niedorozwoju jest brak mądrości, refleksji i myśli zdolnej dokonać syntezy wskazującej kierunek… (CiV, n. 31). Pierwszym więc zadaniem polityka, szczególnie polityka chrześcijanina – katolika, ale także każdego polityka dobrej woli, jest zapoznanie się z nauczaniem społecznym Kościoła i kierowanie się nim w swym zaangażowaniu politycznym. Będzie to równoznaczne z nadaniem polityce wymiaru mądrościowego. Każdy katolik obecny w życiu publicznym powinien zapoznać się z nauczaniem społecznym Kościoła. Nie powinien czekać tylko na głos biskupów i narzekać, że nie zajmują stanowiska w sprawach społecznych. Obowiązuje to szczególnie katolika aktywnego w życiu politycznym. Polityka uprawiana w stylu chrześcijańskim stanie się wtedy dla niego drogą do świętości. Świecką, polityczną drogą realizacji podstawowego życiowego powołania.

Na wymiar mądrościowy w polityce ponownie zwrócił uwagę papież Benedykt XVI w swym wystąpieniu do Bundestagu, dnia 22 września 2011 r.. Podejmując temat fundamentów państwa prawnego, papież zacytował fragment I Księgi Królewskiej, opisujący prośbę króla Salomona skierowaną do Boga (por. 1 Krl 3,9). Młody władca nie prosił o długie życie, ani o bogactwa czy zgubę nieprzyjaciół. Prosił o serce rozumne do wprowadzania sprawiedliwości, sądzenia ludu i rozróżniania dobra od zła. Bóg pochwalił Salomona za ten wybór, obdarzył go mądrością i innymi dobrami. Przez ten opis Biblia naucza, co powinno być istotne i ważne dla każdego polityka. Ostatecznym kryterium i motywacją pracy polityka nie powinien być sukces czy tym bardziej korzyści materialne. Aktywność polityczna powinna być natomiast zaangażowaniem na rzecz sprawiedliwości i tworzeniem warunków pokojowego współżycia obywateli.

Sukces w polityce także jest potrzebny. Jest rzeczą naturalną, że każdy polityk poszukuje sukcesu. Bez niego bowiem niemożliwe jest owocne prowadzenie polityki. Jednak sukces powinien być podporządkowany kryterium sprawiedliwości i prawa. Sukces polityczny może się przerodzić, niestety, w siłę uwodzicielską. Może prowadzić do fałszowania i przekraczania prawa oraz do niszczenia sprawiedliwości. W tym kontekście papież zacytował św. Augustyna: „Kiedy usuniesz prawo, co odróżnia Państwo od zgrai złoczyńców?”. Benedykt XVI kontynuował: „My Niemcy wiemy z doświadczenia, że słowa te nie są pustym straszeniem. Doświadczyliśmy odseparowania władzy od prawa, postawienia się władzy przeciw prawu, deptania prawa przez władzę. Państwo stało się narzędziem niszczenia prawa, stało się dobrze zorganizowaną zgrają złoczyńców, która zagroziła całemu światu i popchnęła go na krawędź przepaści. Służba prawu i zwalczanie niesprawiedliwości jest i pozostanie podstawowym zadaniem polityka”.

Słowa te stanowią jednocześnie przestrogę i naukę wskazującą na znaczenie kształtowania także w naszej Ojczyźnie wymiaru mądrościowego polityki, bez którego niemożliwe jest harmonijne budowanie wspólnego dobra w ustroju dojrzałej demokracji.

VII. Dobro wspólne. Dialektyka jedności w wielości

Mądrościowy wymiar polityki ubogacił ostatnio papież Franciszek. W swym programowym dokumencie, adhortacji apostolskiej „Ewangelii gaudium”, papież przedstawił cztery zasady „w istotny sposób kierujące rozwojem współżycia społecznego i budowaniem ludu, w którym różnice tworzą harmonijną całość w obrębie wspólnego projektu”(EG, n. 221). Nie trudno zauważyć, że stosowanie tych zasad jest szczególnie aktualne i wskazane w naszej Ojczyźnie.

Pierwsza zasada: „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”. Stosowanie tej zasady pozwala pracować w długiej perspektywie, bez obsesji uzyskiwania natychmiastowych rezultatów. Chodzi więc nie tyle o uzyskanie pełnego rezultatu od razu, ile o rozpoczęcie długofalowego procesu. Franciszek stwierdza: „Jeden z grzechów, z jakim się czasem spotykamy w działalności społeczno-politycznej, polega na uprzywilejowaniu przestrzeni władzy kosztem czasu procesów. Przyznanie prymatu przestrzeni prowadzi do szaleństwa, by wszystko rozwiązać natychmiast, by spróbować zagarnąć wszystkie przestrzenie władzy i autoafirmacji. Oznacza to usztywnienie procesów i usiłowanie ich zatrzymania. Przyznanie prymatu czasowi oznacza zajęcie się bardziej rozpoczęciem procesów niż posiadaniem przestrzeni” (n. 223). Prawda tych słów jest aż nadto oczywista w obecnej rzeczywistości społeczno-politycznej naszego kraju. Wykluczają one przecież pośpieszne stanowienie prawa i polityczne działania „ad hoc”.

Druga zasada: „jedność jest ważniejsza niż konflikt”. Na temat skonfliktowanego społeczeństwa polskiego wiele już napisano. Jest to nasz narodowy problem. Polska uważana jest za jedną z najbardziej spolaryzowanych społeczności we współczesnej Europie. Stąd praca nad jednością jest dla nas niezwykle ważnym zadaniem. Niebezpiecznym zjawiskiem w naszej Ojczyźnie jest rozdźwięk między deklaracjami na temat wspólnoty i jedności a podziałami czy nawet wrogością przeżywaną w codziennym życiu, także – a może przede wszystkim – w życiu publicznym. Jest to więc z jednej strony sytuacja słownego tuszowania konfliktu, a z drugiej praktycznej jego eskalacji. Idąc tą drogą nie zbudujemy jedności! Istnieje inna droga rozwiązywania konfliktu i przekształcania go w jedność. Franciszek uczy, że „istnieje sposób zmierzenia się z konfliktem, bardziej skuteczny: polega on na przyjęciu konfliktu, rozwiązaniu go i przemienieniu w ogniwo nowego procesu”(n. 227). Chodzi o to, by nie ignorować konfliktu, nie gorszyć się nim, ale by chcieć i potrafić wejść w konflikt i uczynić go możliwym punktem wyjścia na drodze prowadzącej do wypracowania nowej koncepcji, zakładającej i realizującej współpracę. W procesie tym potrzebny jest etos respektowania godności każdego człowieka, umiejętność rozróżnienia błędu od człowieka błądzącego, prowadzenie walki szlachetnej a nie wyniszczającej (por. LE, n. 20) oraz przekonanie, że nikt nie ma monopolu na prawdę i tylko dialog – nieraz trudny i długi – jest drogą prowadzącą do obiektywnej prawdy. Papież Franciszek przypomina, że różnice zawsze pomagają wzrastać, lęk przed różnicami zubaża. To jest także wymiar mądrościowy polityki, który powinniśmy wprowadzić do życia obywatelskiego naszej Ojczyzny.

Trzecia zasada: „rzeczywistość jest ważniejsza od idei”. Między rzeczywistością a ideą zawsze zachodzi napięcie. Rzeczywistość po prostu jest, a ideę się wypracowuje. Trzeba doprowadzić do stałego dialogu pomiędzy nimi, unikając oddzielenia idei od rzeczywistości.

Franciszek pisze: „Są tacy politycy – a także przywódcy religijni – którzy zastanawiają się, dlaczego lud ich nie rozumie i za nimi nie idzie, skoro ich propozycje są tak logiczne i jasne. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że usadowili się w królestwie czystych idei i sprowadzili politykę lub wiarę do retoryki. Inni zapomnieli o prostocie i ściągnęli z zewnątrz racjonalność obcą i niezrozumiałą dla ludzi” (n. 232). Polityka jest sztuką sprawiedliwego urządzenia społeczności ludzkiej, stąd ważne są w jej realizacji idee przewodnie, ale one same nie wystarczą. Bez liczenia się z konkretną rzeczywistością społeczną łatwo przekształcają się one w ideologię oderwaną od rzeczywistości, co często prowadzi do skrajnych postaw będących zarzewiem społecznych konfliktów. Każdy polityk powinien więc liczyć się z rzeczywistością społeczną, którą chce kształtować. Nigdy nie jest ona idealna, nie jest też czarno-biała. Przyjęcie tej prawdy i kierowanie się zasadą „rzeczywistość jest ważniejsza od idei” należy także do wymiaru mądrościowego polityki.

Wreszcie czwarta zasada: „całość jest ważniejsza niż część”. Zasada ta jest szczególnie aktualna i ważna w zglobalizowanym i globalizującym się świecie. Jej stosowanie jest także ważne dla właściwie rozumianego i realizowanego członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Papież pisze: „Istnieje również napięcie między tym, co globalne, a tym co lokalne. Należy zwrócić uwagę na wymiar globalny, aby nie ulec pokusie wąskiego, lokalnego spojrzenia. Nie można też tracić z pola widzenia tego, co lokalne: w ten sposób stąpamy twardo po ziemi” (n. 234). Można przywołać w tym kontekście termin glokalizacja: myślenie globalne, działanie lokalne. W dzisiejszej rzeczywistości społecznej zamykanie się we własnej tożsamości bez otwarcia na innych jest drogą do nikąd. Chodzi o otwarcie się na wymiar ponadnarodowy i ponadpaństwowy, z zachowaniem jednakże własnej kulturowej tożsamości i państwowej suwerenności. Nie chodzi o uniformizm, ale o jedność wielości. Dlatego autentyczną jedność nauka społeczna Kościoła przyrównuje bardziej do wielościanu niż do powierzchni kuli. Zasada „całość jest ważniejsza niż część” jest także konsekwencją uniwersalnego wymiaru chrześcijaństwa. Powinniśmy stosować tę zasadę w kontekście członkostwa Polski w Unii Europejskiej, a także w kontekście zjawiska migracji, by uniknąć skrajnych postaw, nawzajem się wykluczających, zaostrzających konflikt społeczny w naszej Ojczyźnie i narażających nasz kraj na izolacjonizm.

Wszystkie te zasady stanowią organiczną całość. Są ze sobą powiązane. Warto o nich pamiętać w działalności politycznej, która ma budować wspólne dobro w atmosferze pokoju, sprawiedliwości i braterstwa.

VIII. Polityczny testament Jana Pawła II dla rządzących Polską

Warto przytoczyć fragmenty przemówienia Jana Pawła II do połączonych izb polskiego Parlamentu, w obecności władzy wykonawczej i sądowniczej, dotyczące przedstawionych powyżej problemów dotyczących życia publicznego naszego kraju. Są one niejako streszczeniem przedstawionego powyżej nauczania społecznego Kościoła. Tak często szczycimy się naszym wielkim i świętym rodakiem. Powinniśmy zatem częściej niż dotychczas kierować się jego nauką i nauką społeczną Kościoła w budowaniu demokratycznego państwa i suwerennego w nim społeczeństwa.

Papież nauczał: „Chciałbym życzyć Sejmowi i Senatowi, aby w centrum ich wysiłków ustawodawczych zawsze znajdował się człowiek i jego rzeczywiste dobro, zgodnie z klasyczną formułą: Hominum causa omne ius constitutum est… Gdy troska o ochronę godności człowieka jest zasadą wiodącą, z której czerpiemy inspirację, i gdy wspólne dobro stanowi najważniejszy cel dążeń, zostają położone mocne i trwałe fundamenty pod budowę pokoju. Kiedy natomiast prawa człowieka są lekceważone lub deptane i gdy wbrew zasadom sprawiedliwości interesy partykularne stawia się wyżej niż dobro wspólne, wówczas zasiane zostaje ziarno nieuchronnej destabilizacji, buntu i przemocy… Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu… Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli – niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądu – wszystkich, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny. Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w życiu publicznym… Pragnąłbym życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego i słabego”.

W encyklice „Veritatis splendor” Jan Paweł II tak nauczał: „W odniesieniu do dziedziny polityki należy podkreślić, że uczciwość w kontaktach między rządzącymi a rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bezstronność w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych, ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę – to zasady, które znajdują swe najgłębsze źródło, a jednocześnie uzasadnienie wartości osoby, w transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących funkcjonowania państw. Gdy zasady te nie są przestrzegane, zanika sam fundament politycznego współistnienia, a całe życie społeczne wystawiane jest stopniowo na ryzyko, zagrożenie i rozkład” (n. 101).

Jeśli chcemy życie społeczne w naszym kraju opierać na prawdzie, kierować się w nim sprawiedliwością, ożywiać i integrować je miłością i urzeczywistniać w duchu wolności, odpowiadającej godności obywateli, osób rozumnych i wolnych, a przez to odpowiedzialnych, wypełniających prawo i obowiązek budowania dobra wspólnego naszej Ojczyzny, powinniśmy kierować się wyżej przedłożonymi wartościami i zasadami głoszonymi przez Kościół w nauczaniu społecznym. Dotyczy to każdej formacji politycznej, która jest u władzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem