Reklama

Wielkie dzieło miłości

2019-01-02 12:59

Piotr Grzybowski
Edycja sosnowiecka 1/2019, str. VI

kieferpix/fotolia.com

Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny (DOA) w Sosnowcu ma opinię jednego z najlepszych w kraju. W placówce od kilku lat specjaliści przygotowują małżonków do podjęcia roli rodziców adopcyjnych, wspierają matki znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej oraz szkolą kandydatów do pełnienia funkcji rodziny zastępczej

Będzie się można o tym przekonać na własne oczy 12 stycznia, bowiem wtedy zaplanowany został Dzień otwarty Diecezjalnego Ośrodka Adopcyjnego. W godzinach od 10.00 do 15.00 będzie się można spotkać i porozmawiać z pracownikami ośrodka, a o godz. 11.00 i 13.00 odbędą się prelekcja i pokaz filmu na temat adopcji. Dodajmy tylko, że placówka działa przy Diecezjalnym Centrum Służby Rodzinie i Życiu w Sosnowcu, ul. Skautów 1.

Co to jest adopcja?

Termin adopcja pochodzi od łacińskiego słowa „adoptio”, to znaczy usynowienie. W polskim prawie powstanie stosunku prawnego pomiędzy rodzicami adopcyjnymi a dzieckiem adopcyjnym, czyli takiego, jaki występuje między rodzicami biologicznymi a biologicznym dzieckiem, nazywamy przysposobieniem. Adopcja jest więc związkiem prawnym pomiędzy rodzicami a dzieckiem, którzy wcześniej nie mieli więzów biologicznych. Nadrzędnym kryterium dopuszczalności przysposobienia jest dobro dziecka. Oznacza to, że motywem adopcji zawsze powinno być dobro małoletniego, a nie prywatny interes przysposabiających, czyli przyszłych rodziców. – Adopcja może być dokonana jedynie na mocy orzeczenia Sądu Rodzinnego, na wniosek przysposabiających. Sąd orzeka zaistnienie więzi między dzieckiem a dorosłymi. Aby powstała rodzina w pełnym tego słowa znaczeniu, potrzebna jest rzeczywista i mocna więź uczuciowa, która nie przychodzi sama przez się. Często wymaga długiej pracy nie tylko rodziców i dziecka, ale także najbliższej rodziny. Dlatego w wywiadzie kandydaci są pytani o to, czy najbliżsi wiedzą o ich zamiarach adopcji oraz jaki mają do tego stosunek. To wsparcie jest ważne nie tylko ze względu na jakość więzi między dzieckiem a przysposabiającymi, ale jest także nieodzowną pomocą w trakcie całego procesu adopcyjnego: przygotowania, szkolenia, oczekiwania – wyjaśnia Katarzyna Górczyńska, psycholog z DOA w Sosnowcu.

Formy przysposobienia

Według obecnie obowiązującego prawa, istnieją trzy formy przysposobienia. Przysposobienie pełne – między rodzicami a dzieckiem powstaje taki sam stosunek, jak w rodzinach biologicznych, tzn. dziecko wchodzi całkowicie do rodziny. Przysposobienie niepełne – w tym przypadku dziecko nie wchodzi całkowicie do rodziny, ponieważ zostaje utrzymana więź z rodziną naturalną, a więc następuje utrzymanie dotychczasowych więzów pokrewieństwa. Przysposobienie całkowite – zwane także anonimowym, kiedy rodzice wyrażają zgodę na przysposobienie przed Sądem Rodzinnym, w terminie 6 tygodni od dnia urodzenia dziecka, i nie wskazują przy tym osoby przysposabiającej. Po tym czasie tracą prawa nieodwracalnie.

Reklama

Kto może adoptować dziecko?

Każdy, kto zechce zostać rodzicem, z zachowaniem odpowiednich procedur. – Prawo nie podaje sztywnych reguł określających stan cywilny lub sytuację rodzinną przysposabiającego. W praktyce najczęściej kandydatami na rodziców adopcyjnych są bezdzietni małżonkowie, jak również osoby stanu wolnego, najczęściej są to kobiety. Ważna rzecz: jeśli chodzi o adopcję wspólną, nie może adoptować dziecka para pozostająca w związku partnerskim, tzn. bez ślubu – tłumaczy Katarzyna Górczyńska. Kandydaci na rodziców adopcyjnych powinni spełniać następujące warunki: pełna zdolność do czynności prawnych, odpowiedni stan zdrowia fizycznego i psychicznego, odpowiedni wiek – różnica między rodzicami i dzieckiem nie powinna przekraczać 40 lat, sytuacja zawodowa zapewniająca odpowiednie warunki materialne, odpowiednie warunki mieszkaniowe, niekaralność, osobiste kwalifikacje kandydatów.

Trzeba nadmienić, że do ośrodków adopcyjnych zgłaszają się nie tylko bezdzietni małżonkowie, ale również tacy, którzy mają biologiczne potomstwo. Ponadto jedna adopcja nie zamyka możliwości kolejnego przysposobienia. Wówczas kandydaci znowu muszą przejść przez procedury. W sytuacji, gdy okaże się, że małżonkowie w tym czasie spodziewają się dziecka, procedura zostaje czasowo wstrzymana. Priorytetem jest wówczas stan zdrowia przyszłej mamy, czas oczekiwania na dziecko biologiczne, szczęśliwy poród i przyjęcie nowego członka rodziny. Po odpowiednim czasie po porodzie, małżonkowie mogą powrócić do ubiegania się o możliwość przysposobienia. – Indywidualnie rozpatrywane są sytuacje, gdy w niedługim czasie przed podjęciem decyzji o adopcji i zgłoszeniem się do ośrodka, małżonkowie w wyniku poronienia doświadczyli straty dziecka. Niekiedy niedokończony proces żałoby po stracie odracza w czasie przyjęcie małżonków, ale nie uniemożliwia podjęcia działań zmierzających do przysposobienia – zaznacza Katarzyna Górczyńska. I dodaje, że procedury adopcyjne trwają długo, bo około roku od pierwszej rozmowy w ośrodku do wydania zaświadczenia kwalifikacyjnego. Potem znowu pojawia się oczekiwanie na dziecko. – Ale proszę sobie uświadomić, ile trwa oczekiwanie na dziecko biologiczne. Czasem kilka miesięcy starań, by w ogóle kobieta mogła zajść w ciążę. Potem 9 miesięcy oczekiwania i przygotowywania się na przyjęcie nowego członka rodziny. Podobnie jest z procedurami adopcyjnymi. Od momentu powzięcia decyzji, że to jest ten moment i ten czas, by powiększyć rodzinę, do chwili przysposobienia i przywiezienia dziecka do domu, również mija kilkanaście miesięcy – podkreśla Katarzyna Górczyńska.

Tagi:
adopcja

Reklama

Sama miłość nie wystarczy

2019-02-27 11:01

Anna Skopińska
Edycja łódzka 9/2019, str. V

Z Magdaleną Lesiak, dyrektorem Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego, pierwszej i najdłużej działającej katolickiej placówki adopcyjnej w Polsce, rozmawia Anna Skopińska

Ks. Paweł Kłys
Magdalena Lesiak

Anna Skopińska: – Jubileusz 30-lecia ośrodka adopcyjnego to konkretna liczba szczęśliwych dzieci. Ile ich jest?

Magdalena Lesiak: – Przeszło 1840 dzieci ma nowy dom i rodzinę.

– Wiadomo faktycznie, że te dzieci są szczęśliwe, że trafiły do dobrych rodzin, czy to jest jedynie statystyka?

– Mamy nadzieję, że trafiły do dobrych rodzin, ale nie ze wszystkimi mamy kontakt, więc trudno powiedzieć, że we wszystkich rodzinach jest dobrze.

– A rodziny utrzymują kontakt z ośrodkiem?

– Mamy kontakt z tymi, którzy przyjeżdżają na coroczne zjazdy rodzin adopcyjnych (w tym roku odbędzie się dwudziesty taki zjazd), z tymi, co od czasu do czasu zadzwonią, czy napiszą. Tu wiemy, że jest w porządku, albo że przeżywają jakieś trudności i dlatego kontaktują się z nami, bo szukają wsparcia. Są też takie rodziny, których dzieci, już w tej chwili dorosłe, powracają do nas, szukając własnych korzeni. Ogromną radością dla nas jest widzieć wspierających rodziców, pomagających przejść dziecku przez trudny moment szukania własnych korzeni czy pierwsze spotkania z biologiczną rodziną, którzy rozumieją tę potrzebę dziecka i rozumieją trudne emocje z tym związane. Ale wiemy też, że zdarzają się trudności w rodzinach adopcyjnych. Że np. małżeństwa się rozwodziły i dzieci musiały decydować, z kim będą. A to dla dzieci porzuconych powtórna trauma i powtórne odrzucenie.

– One też stwarzają problemy?

– Czasami rodziny mają problemy wychowawcze z dzieckiem, które są skutkiem zaburzonych więzi z dzieciństwa, czasami są poważne problemy zdrowotne dziecka. To są jednak nieliczne przypadki. Czasami są po prostu takie problemy, jak w innych rodzinach – biologicznych. Generalnie jest dobrze.

– Teraz jest lepiej z adopcją niż 30 lat temu? Łatwiej znaleźć rodziny? Mniej jest dzieci, które potrzebują rodziny?

– Ogólnie jest mniej adopcji, bo jest mniej dzieci do adopcji. Jeszcze 15 lat temu adopcji było około 70-80 rocznie, teraz ok. 30. Liczba kandydatów na rodziny adopcyjne również spadła, bo były lata w historii ośrodka, że procedurę przechodziło 120 par! Teraz, od kilku lat, utrzymuje się stała liczba kandydatów: adopcją interesuje się ok. 80-90 małżeństw, a procedurę rozpoczyna ok. 50.

– Skąd się biorą dzieci do adopcji?

– Dzieci do adopcji mogą być z dwóch sytuacji życiowych: albo rodzice biologiczni – zwłaszcza samotne mamy – wyrażają zgodę na adopcję i to nazywa się potocznie zrzeczenie, albo rodzice źle się zajmują swoimi dziećmi – zaniedbują, stosują przemoc i wówczas są pozbawiani władzy rodzicielskiej. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat widać, że jest znacznie mniej sytuacji, w których kobiety same decydują się na oddanie dziecka do adopcji.

– To dobrze?

- Myślę, że dobrze, bo dziecko powinno wychowywać się w kochającej rodzinie biologicznej – rodzina zastępcza i adopcja powinny być wyjątkowymi sytuacjami. W ostatnich latach widać, że poprawiła się sytuacja ekonomiczna – mamy mają „kosiniakowe” i 500+. A wcześniej mieliśmy takie lata, że było 30 noworodków ze zrzeczenia do adopcji, a w ubiegłym roku było tylko 5 zgłoszeń ze szpitala. To ogromna różnica. Dla oczekujących kandydatów również – bo muszą dłużej czekać na swoje dziecko.

– A jak długo się czeka?

– To zależy... od otwartości kandydatów – jakie dziecko są gotowi przyjąć i od tego, ile i jakie dzieci są do nas zgłaszane. Kiedyś cała procedura – od złożenia dokumentów do przyjęcia dziecka – trwała 9 miesięcy. Teraz niestety dłużej – procedura ok. roku, a później czekanie na TEN telefon. Ale to czas potrzebny na przygotowanie się do roli rodzica adopcyjnego. Mniej dzieci jest zgłaszanych, ale są to dzieci trudniejsze zdrowotnie. Często, ponieważ ich mamy piły w ciąży alkohol, są dotknięte zespołem poalkoholowym – FAS. A kandydaci na rodziców z jednej strony mają większą wiedzę, bo jest większy niż kiedyś do niej dostęp – przez Internet i liczne pozycje książkowe, ale z kolei przez to, że wiedzą więcej, więcej też się boją. Jako ośrodek kwalifikujący dziecko do przysposobienia, przekazując kandydatom informacje o dziecku, musimy wszystko dokładnie opowiedzieć – jaki jest stan zdrowia dziecka, jego sytuacja rodzinna, jaką ma historię życia. Czasami to bardzo trudne, dramatyczne czy smutne historie…, ale to temat na osobny artykuł. Kandydaci na rodziców muszą być naprawdę odważni, by podjąć się opieki nad takim dzieckiem. Ale również otwarci na szukanie wsparcia i pomocy, jeśli będzie trzeba.

– Dużo takich odważnych się zgłasza?

– Tak. I dla większości dzieci udaje się znaleźć rodziców w naszym ośrodku. Te dzieci, dla których wciąż szukamy rodziny, to dzieci bardzo chore, liczne rodzeństwa, albo naprawdę starsze dzieci – powyżej 12. roku życia, chociaż 4 lata temu powierzyliśmy do adopcji zagranicznej nawet 15-latkę.

– Zagraniczne adopcje są dobre?

– Każde dziecko ma prawo wychowywać się w rodzinie, a nie w placówce. Jeżeli nie ma innego wyjścia, bo nie może być z własną biologiczną rodziną, nie ma odpowiedniej rodziny adopcyjnej czy zastępczej w Polsce, a dziecko bardzo pragnie mieć mamę i tatę, to myślę, że adopcja zagraniczna to jest duża szansa. Za granicą jest bardzo rozbudowany system wsparcia rodzin adopcyjnych system diagnozy i terapii dzieci. Ale obecnie nie ma adopcji zagranicznych. Zmieniły się przepisy, ministerstwo zaostrzyło kwalifikację i nakazuje szukać rodzin przede wszystkim w Polsce. Natomiast jeśli dzieci są chore, z jakimiś trudnościami, dolegliwościami czy orzeczeniami o niepełnosprawności, to w Polsce rodziny tak szybko nie znajdziemy. Nasze społeczeństwo nie jest tak bogate, by było je stać na prywatne leczenie czy diagnozowanie. Przydałoby się wzmacniać system rodzin zastępczych specjalistycznych, ale kandydatów na taką formę rodzicielstwa też niestety cały czas jest mało…

– To z jednej strony zaostrzone przepisy, a z drugiej w mediach pełno przypadków patologii wśród rodzin zastępczych...

– To pojedyncze przypadki. Margines. Ale niestety o takich złych rzeczach mówi się i to rzuca cień na te wszystkie rodziny zastępcze, które dobrze sprawują swoją funkcję. Owszem, nam też zdarzyło się, że mieliśmy rodzinę zastępczą, która źle się zajmowała dziećmi i potem one wychodziły stamtąd z chorobą sierocą. Ale inne rodziny, większość, dobrze zajmują się dziećmi.

– Z jakich powodów ludzie decydują się na adopcję?

– Większość małżeństw, które do nas trafia, to takie, które nie mogą mieć biologicznych dzieci. I adopcja, po latach diagnozowania i leczenia, to ich ostatnia „deska ratunku”. Wiemy, że gdyby mieli własne dzieci, nie byłoby ich tutaj.... Przyznają nam rację, więc ta decyzja, by komuś pomóc, jest drugim powodem. Ale taka motywacja jest naturalna – chcą być rodzicami. Nie mogą w biologiczny sposób, więc chcą tak. Ale w czasie szkolenia musimy im pokazać ten kawałek adopcyjny związany z dzieckiem – z jego potrzebami, z tym, że w swojej motywacji muszą przesunąć się bardziej w stronę dziecka. Że to nie jest tak, że oni tu przyjdą i my im poszukamy dziecka. Tylko odwrotnie. Mamy dzieci zgłaszane do adopcji i wśród zakwalifikowanych kandydatów szukamy takich, którzy będą najlepsi dla tego konkretnego dziecka, którzy go zaakceptują. I nas nie interesuje, kiedy ci rodzice się zgłosili – chcemy w tym miejscu obalić mit o kolejce adopcyjnej. W czasie kwalifikacji kandydatów do adopcji wiele czynników branych jest pod uwagę – oczekiwania kandydatów, ich możliwości, ale przede wszystkim potrzeby dziecka. To, jakich rodziców ono potrzebuje. Jak np. mam dziecko, które jest bardzo chorowite i wymaga intensywnego leczenia, to też musimy popatrzeć na zasobność portfela tych ludzi, czy dadzą radę finansowo, czy mają samochód, by w razie czego dojechać do szpitala. W „dobieraniu rodziny do dziecka” musimy wziąć pod uwagę również ich gotowość i otwartość, np. na inną rasę, na problemy rodziców biologicznych – czy byliby gotowi adoptować dziecko, którego rodzice są upośledzeni, chorzy psychicznie, czy są nosicielami chorób zakaźnych, np. HIV. Czy byliby gotowi adoptować kilkoro dzieci, czy przyjmą dziecko z okienka życia i wiele, wiele innych.

– Długo trwa taka kwalifikacja?

– Kandydaci przychodzą do nas na pierwsze spotkanie, które jest zawsze niezobowiązujące. Opowiadamy im wtedy, jak będzie wyglądała procedura, jakie są potrzebne dokumenty, jakie mamy oczekiwania co do kandydatów. Często mówimy: Cieszymy się, że wybieracie nasz ośrodek, jak wam się tu podoba, to zostańcie, ale ponieważ jest to ważna życiowa sprawa, to jeszcze idźcie na rozmowę do innych ośrodków, zobaczcie, jak jest tam i wybierzcie ten, w którym będziecie się czuć najlepiej, do którego będziecie mieć zaufanie.

– I tak robią, czy od razu podejmują decyzję, że tu?

– Czasami nas miło zaskakują, bo idą tam i wracają. Ale po pierwszym spotkaniu, mogą już więcej do nas nie wrócić – jak mówiłam wcześniej: to informacyjne i niezobowiązujące spotkanie. Ale jak się już zdecydują, to rozpoczyna się diagnoza pedagogiczna, potem jest spotkanie z psychologiem, spotkanie w domu, bo chcemy zobaczyć, jak funkcjonują na co dzień. To koniec części formalnej. Jeśli kandydaci spełniają wszystkie wymogi w ustawie, to otrzymują kwalifikację wstępną do szkolenia. W ośrodku założyliśmy, że ta wstępna kwalifikacja nie powinna trwać dłuższej niż pół roku. Ten czas świadczy też o ich motywacji, o tym, czy są gotowi, czy nie. Jeśli jakaś para nie dzwoni przez kilka tygodni czy miesięcy, to my dzwonimy i pytamy: Czy coś się wydarzyło ważnego w waszym życiu, że się nie kontaktujecie? I czasami jest tak, że ktoś mówi – jestem w ciąży, a czasami – jednak nie jesteśmy gotowi na adopcję.

– Jeśli dostaną kwalifikację, zaczynają szkolenie?

– Tak. Szkolenie to warsztaty w grupie sześciu par małżeńskich raz w tygodniu; na każdym spotkaniu jest inny temat. Zaczynamy od motywacji – kiedy jest prawidłowa, a kiedy nie, i jak to zrobić, by bardziej patrzeć na potrzeby dziecka. Mówimy też o tym, skąd się biorą dzieci do adopcji – jaka jest ich sytuacja prawna, rodzinna, zdrowotna. Pary poznają historie dzieci i mówią, czy byliby w stanie przyjąć takie dziecko. Mówią też o tym, czego się boją. Jest też spotkanie nt. prawnej strony adopcji, jawności adopcji, by wiedzieć, kiedy i jak powiedzieć dziecku, jak przygotować na jego pojawienie się otoczenie. Jest też mowa o tożsamości dziecka, o tym, jak ważne jest szukanie własnych korzeni i pamiątki, z którymi dziecko, zwłaszcza kilkuletnie, przychodzi do rodziny – co z tym zrobić, jak traktować, jak rozmawiać o tych różnych, czasem trudnych, rzeczach, które dziecko ma za sobą. Są spotkania wychowawcze – takie dotycząc postaw rodzicielskich, budowania bliskiej relacji z dzieckiem. Pary spotykają się też z rodzinami, które już adoptowały dziecko, i piszą bajkę dla swojego dziecka. Po takim cyklu szkoleń następuje podsumowanie i kwalifikacja. Kiedy widzimy, że ludzie mają jakieś problemy i powierzenie im teraz, w tym momencie, życia dziecka nie będzie dobrym pomysłem, to mówimy – teraz nie, idźcie na terapię, zmieńcie coś w swoim życiu, albo w ogóle nie – nie możemy powierzyć wam dziecka.

– Godzą się na to?

– Różnie to bywa. Godzą się osoby, które są dojrzałe, współpracujące, które rozumieją, dlaczego tak mówimy. Jutro mamy komisję kwalifikacyjną, na której będziemy omawiać parę, która w ubiegłym roku nie dostała kwalifikacji, bo warunkiem była psychoterapia pani dotycząca jej doświadczeń z dzieciństwa. Odbyła terapię, przyszła, powiedział o tym, co jej to dało i myślimy, że w tej chwili jest już gotowa. Natomiast niektórzy nie przyjmują tego i obrażają się na nas. Ale naprawdę sama miłość i chęć nie wystarczy. Trzeba mieć naprawdę poukładane różne rzeczy i emocjonalnie być osobą dosyć stabilną, dojrzałą, bo jak przyjdzie dziecko, które jest po wielkiej krzywdzie, to kto je ukoi i da poczucie bezpieczeństwa? Kiedy rodzice są już zakwalifikowani, czekają tylko na „ten telefon” – z propozycją i zaczyna się etap poznawania dziecka.

– W Łodzi działają trzy ośrodki adopcyjne. Na jakiej zasadzie rozdzielane są dzieci?

– Kiedyś były tylko dwa ośrodki. W 2012 r. powstał nowy – publiczny, regionalny i teraz „dzielimy dzieci” na trzy. Jesteśmy podzieleni szpitalami, placówkami i powiatami.

– Ale jeśli jakaś kobieta spod Łodzi podlega pod inny ośrodek, ale o tym nie wie, a do was przyjedzie i powie, że chce do was oddać dziecko, to tu zostaje?

– Tak. Każda kobieta, bez względu na to, w jakim szpitalu rodzi, a powie, że chce oddać dziecko do adopcji przez nasz ośrodek, to szpital musi zgłosić dziecko do nas, a gdy kobieta nic nie powie, powinien poinformować mamę, że są trzy ośrodki i może wybrać, a jeśli kobieta nie chce podjąć takiej decyzji – szpital zgłasza dziecko zgodnie z podziałem.

– A dzieci, które są z interwencji?

– Trafiają do placówki. Zajmujemy się dziećmi w momencie, gdy ich sytuacja prawna pozwala na adopcję. Wcześniej zajmuje się tym piecza zastępcza – instytucjonalna bądź rodzinna.

– Jakim rodzicem łatwiej być – biologicznym czy adopcyjnym?

– Tu nie ma różnicy. Biologicznym trafiają się trudne sytuacje i adopcyjnym też. Mają inne zadania. Zadaniami rodziny adopcyjnej jest akceptacja historii dziecka, pomoc mu w zrozumieniu tej historii, w szukaniu tych korzeni i budowaniu tożsamości, zintegrowanie tej tożsamości biologiczno-adopcyjnej.

– Czyli może trochę trudniej...

– Jak są gotowi, traktują to jak normalność. Gorzej, jak nie wiedzą, jak to zrobić i kiedy zrobić.

– Wspieracie te rodziny?

– Przez to, że organizujemy zjazdy adopcyjne i przyjeżdżają tu pary, które np. od czternastu lat są co roku, to my wiemy, co się u nich dzieje. Natomiast nie mamy takiego obowiązku ani takiej prawnej możliwości, by w tę rodzinę ingerować. Jeśli ona sama do nas nie przyjdzie po pomoc. Ze swojej strony oferujemy – poradnictwo pedagogiczno-psychologiczne, grupę wsparcia, a jeśli trzeba – kierujemy do innych specjalistów.

– Zdarzały się sytuacje, że adoptowane dzieci były oddawane?

– Zdarzały się. Ale to nie było raczej związane z dziećmi, a np. z rozwodem rodziców.

– To dla was porażka?

– Myślę, że nie jesteśmy w stanie do końca wszystkiego przewidzieć, myślę, że sytuacja życiowa rodziny na przestrzeni lat też się zmienia. Ludzie, podejmując się przyjęcia osieroconego dziecka, muszą sobie zdawać sprawę, o co chodzi. Po to są szkolenia i przygotowanie. A potem to ich odpowiedzialność za to, co się będzie działo. Myślę, że mówimy o tym cały czas na szkoleniu. Jak coś się dzieje, to trzeba umieć wziąć za telefon i zadzwonić do nas po wsparcie. Mają prawo nie wiedzieć wszystkiego, bo to ich pierwsze dziecko.

– Ośrodek archidiecezjalny jest potrzebny?

– Myślę, że jest potrzebny. Ludzie wybierają go też z tego względu, że jest archidiecezjalny, mówią, że dlatego go wybrali, bo są wierzący. Ludzie muszą mieć wybór. Oprócz tego, że obowiązują nas takie same przepisy prawne jak inne ośrodki, to my staramy się zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt – duchowy, np. przed spotkaniem szkoleniowym modlimy się wspólnie. Jak są zjazdy rodzin adopcyjnych czy kończymy szkolenie, jest Msza św. Pytamy też, jak oni rozeznawali to, że mają być rodzicami adopcyjnymi, ale naszym zadaniem nie jest ocenianie głębokości ich wiary. Chcemy, by dzieci trafiły do rodzin, które będą wychowywać je w wierze.

– Czego życzyć z okazji 30-lecia działalności na kolejne lata? Żeby nie było adopcji?

– To byłoby najlepsze! Ale nie jest możliwe. Adopcje zawsze będą. Ale może więcej otwartych rodzin gotowych przyjąć każde dziecko? Mniej biurokracji? Lepszej sytuacji finansowej, żebyśmy mogli zatrudnić więcej specjalistów i rozbudować pomoc postadopcyjną? Przede wszystkim prosimy o modlitwę za dzieło adopcji i za wszystkie rodziny, no i dzieci, które jeszcze czekają na nowy dom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: „bądź wola Twoja” – prośbą, by Bóg zło dobrem zwyciężył

2019-03-20 11:35

tłum. st (KAI) / Watykan

Modląc się „bądź wola Twoja” wyrażamy wiarę, że Bóg może i chce przekształcić rzeczywistość, zwyciężając zło dobrem – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez o Modlitwie Pańskiej, a jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dzisiaj około 12 tys. wiernych.

vatican.va

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuując nasze katechezy na temat „Ojcze nasz”, dziś zastanawiamy się nad trzecim wezwaniem: „Bądź wola Twoja”. Trzeba je odczytywać łącznie z pierwszymi dwoma - „święć się imię Twoje” i „przyjdź królestwo Twoje” – w taki sposób, aby całość tworzyła tryptyk: „święć się imię Twoje”, „przyjdź królestwo Twoje”, „bądź wola Twoja”. Dzisiaj będziemy mówili o trzecim.

Uprzednia względem troski człowieka o świat jest niestrudzona troska Boga wobec człowieka i świata. Cała Ewangelia odzwierciedla to odwrócenie perspektywy. Grzesznik Zacheusz wspinał się na drzewo, bo chciał zobaczyć Jezusa, ale nie wiedział, że znacznie wcześniej Bóg wyruszył na jego poszukiwanie. Jezus, gdy przybył, powiedział mu: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. W końcu stwierdził: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19, 5.10). Oto wola Boża, o której wypełnienie się modlimy, wcielona w Jezusie: poszukiwanie i zbawienie tego, co zginęło. A my prosimy na modlitwie, aby poszukiwanie Boga się powiodło, aby wypełnił się Jego powszechny plan zbawienia. Najpierw w każdym z nas, a następnie w całym świecie. Czy pomyśleliście, co to znaczy, że Bóg poszukuje mnie, każdego z nas? I to osobiście. Jakże wspaniały jest Bóg, jakże w tym wiele miłości!

Bóg nie jest dwuznaczny, nie kryje się za zagadkami, nie zaplanował przyszłości świata w sposób, którego nie da się rozszyfrować, nie jest jasny. Jeśli tego nie zrozumiemy, grozi nam, że nie pojmiemy znaczenia trzeciego wyrażenia „Ojcze nasz”. Biblia jest bowiem pełna słów, które mówią nam o pozytywnej woli Boga wobec świata. W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdujemy zbiór cytatów, które świadczą o tej wiernej i cierpliwej woli Bożej (zob. numery 2821-2827). Święty Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza pisze: „Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (2,4). Wolą Boga jest najmniejszej wątpliwości zbawienie człowieka, ludzi, każdego z nas. Bóg ze swą miłością puka do naszego serca, by nas do siebie przyciągnąć i prowadzić nas dalej na drodze zbawienia. Bóg jest bliski każdego z nas ze swoją miłością, by za rękę prowadzić nas ku zbawieniu. Jak wiele za tym kryje się miłości!

Tak więc, modląc się: „bądź wola Twoja”, nie jesteśmy zachęcani do usłużnego pochylania głowy, jak byśmy byli niewolnikami. Nie Bóg chce, byśmy byli wolnymi, a Jego miłość nas wyzwala. „Ojcze nasz” jest bowiem modlitwą dzieci, a nie niewolników, dzieci które znają serce swego Ojca i są pewne Jego planu miłości. Biada nam, gdybyśmy, wymawiając te słowa, wzruszali ramionami na znak poddania się wobec przeznaczenia, które nas odpycha i którego nie możemy zmienić. Przeciwnie, jest to modlitwa pełna żarliwego zaufania do Boga, który pragnie dla nas dobra, życia, zbawienia. Jest to modlitwa odważna, nawet wojownicza, ponieważ na świecie jest wiele, nazbyt wiele spraw, które nie są zgodne z Bożym planem, wszyscy je znamy. Parafrazując proroka Izajasza, moglibyśmy powiedzieć: „Tutaj, Ojcze, jest wojna, wiarołomstwo, wyzysk; ale wiemy, że chcesz naszego dobra, dlatego błagamy cię: bądź wola Twoja! Panie, zmień plany świata, przekuj miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy; niech nikt nie uczy się sztuki wojennej!” (por. 2, 4). Bóg pragnie pokoju.

„Ojcze nasz” jest modlitwą, która rozpala w nas tę samą miłość, jaką Jezus umiłował wolę Ojca, płomień, który pobudza nas do przemieniania świata miłością. Chrześcijanin nie wierzy w nieuchronny „los”. W wierze chrześcijan nie ma nic przypadkowego. Jest natomiast zbawienie, które czeka na objawienie się w życiu każdego mężczyzny i każdej kobiety oraz wypełnienie się w wieczności. Jeśli się modlimy, to dlatego, że wierzymy, iż Bóg może i chce przekształcić rzeczywistość, zwyciężając zło dobrem. Sensowne jest posłuszeństwo i powierzenie się temu Bogu nawet w godzinie najtrudniejszej próby.

Tak było w przypadku Jezusa w Ogrodzie Getsemani, kiedy doświadczył udręki i modlił się: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42). Jezus jest przygnieciony przez zło świata, ale powierza się ufnie bezkresnej miłości woli Ojca. Również męczennicy w swojej próbie nie poszukiwali śmierci, ale tego co jest po śmierci, zmartwychwstania. Bóg ze względu na miłość może nas poprowadzić po trudnych ścieżkach, do doświadczenia bolesnych ran i cierni, ale nigdy nas nie opuści, będzie zawsze z nami, obok nas, w naszym wnętrzu. Dla wierzącego jest to pewność, a nie nadzieja: Bóg jest ze mną. Ta sama, jaką znajdujemy w tej przypowieści z Ewangelii św. Łukasza poświęconej potrzebie nieustannej modlitwy. Jezus mówi: „Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy, i czyżby zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, zaraz pośpieszy im z pomocą” (18,7-8). Taki jest Pan, tak nas miłuje, tak bardzo nas kocha. Teraz chciałbym was zaprosić, abyśmy wszyscy razem odmówili „Ojcze nasz”. Ci z was, którzy nie mówią po włosku, niech odmówią w swoim języku. Módlmy się: „Ojcze nasz”….

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Dec: Święty Józef żył w postawie ofiary

2019-03-21 13:32

ako / Świdnica /KAI

Św. Józef żył w postawie ofiary, był tym, który swoje życie ofiarował Bogu i ludziom. Przyjął Boży plan na życie, rezygnując z własnego. Stał się świadkiem Bożego Narodzenia, żył dla Jezusa i Maryi – piękna postawa daru człowieka dla Pana Boga i drugiej osoby. W ten sposób św. Józef nam pokazał w jaki sposób mamy nas samych składać w ofierze Panu Bogu i ludziom - mówił bp Ignacy Dec.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

W Wałbrzychu w parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP bp Ignacy Dec 19 marca przewodniczył Mszy św. podczas której konsekrował parafialny ołtarz. W homilii pasterz diecezji świdnickiej wskazał, że ołtarz jest znakiem Bożej obecności. - Na ołtarzu uobecniamy ofiarę Pana Jezusa, którą Chrystus poleciał apostołom uobecniać na pamiątkę oddania Jego życia za nas, na odpuszczenie naszych grzechów. Dlatego ołtarz jest najpierw miejscem ofiary, symbolem samego Jezusa. Ołtarz jest miejscem, gdzie składamy Najświętszą Ofiarę, jest też miejscem, z którego przyjmujemy pokarm eucharystyczny, który daje nam moc Ducha św. Dodatkowo ołtarz Chrystusowy jest dla nas źródłem jedności i braterskiej zgody – powiedział pasterz diecezji świdnickiej.

W latach 70-tych w kościele św. Józefa Oblubieńca NMP w Wałbrzychu ustawiono ołtarz posoborowy. W 2012 roku przebudowano prezbiterium, a ołtarz ustawiono w nowym miejscu. Jak dotąd nie ustalono jego pochodzenia. W komentarzu do obrzędów poświęcenia ołtarza wyjaśniono symbolikę stołu eucharystycznego.

- Ołtarz jest stołem uczty paschalnej, przy którym gromadzi się i jednoczy wspólnota chrześcijańska tworząc Jedno Ciało. Przez złożenie Ofiary Chrystusa oraz namaszczenie zostanie poświęcony ten ołtarz na wieczną służbę Bożą, aby na nim składać Ofiarę samego Chrystusa i z niego karmić się Ciałem i Krwią naszego Odkupiciela.

W uroczystości udział wzięli m. in. kapłani z dekanatu Wałbrzych – Południe, siostry zakonne, klerycy WSD w Świdnicy, przedstawiciele władz samorządowych: prezydent miasta, radni Wałbrzycha oraz górnicy.

Kościół pw. św. Józefa Oblubieńca NMP w Wałbrzychu w dzielnicy Sobięcin został wybudowany w na pocz. XX w. techniką muru pruskiego. Organy wykonano w świdnickiej fabryce Schlag und Söhne, jednej z najbardziej znanych w Europie firm organmistrzowskich przełomu XIX i XX w.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem